niedziela, 18 maja 2014

Nasze ulubione wymówki

Będąc na diecie często tłumaczymy sobie swoje wybryki żywieniowe. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to usprawiedliwianie się przed samym sobą. Bo na pytanie "dlaczego nie mogę schudnąć?", nagle mamy sto odpowiedzi. Niektóre z nich są nawet takie, że wykluczają jakąkolwiek utratę wagi. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy próbowałam regularnie nowych diet - bezskutecznie, za każdym razem mówiłam: "chciałam dobrze, starałam się, nie wyszło - nie da się!". Dlaczego więc nie chudnę? Przecież nie jem słodyczy, nie używam cukru, nie używam masła, nie smażę na oleju i zero efektów. Wydawało mi się, że TAK WIELE robię dla swojego ciała, tak bardzo się staram, bo przecież piję gorzką herbatę! A ktoś tam słodzi dwie czubate łyżeczki i traci wagę! Jak to możliwe?! W ten sposób wytwarzamy w sobie przekonanie, że widocznie "tak już musi być" i nie da się nic z tym zrobić... - takie geny. Jednak prawda jest zupełnie inna! To jak wyglądamy w dużej mierze zależy przede wszystkim od nas. Przykład ze słodzeniem napojów jest tutaj idealny, bo może nam uświadomić, jaką mamy wiedzę (a raczej jej brak) na temat odchudzania się. Nie wystarczy bowiem zrobić jednego kroku w przód, jeśli potem robi się kilka wstecz!

Lista skarg i zażaleń do naszego ciała:
1. Jak to możliwe, że nie chudnę skoro tak mało jem?! Przecież od rana nic nie zjadłam, a tak dużo pracowałam, więc na pewno spaliłam wiele kalorii! Co ze mną nie tak?
2. Wprawdzie nie miałam czasu zjeść przez cały dzień, ale wieczorem zrobiłam sobie pyszną kolację, która na pewno dostarczyła mi kilkuset kalorii. Spożyłam więc swój limit kaloryczny na dobę, trzymam się tabeli - wszystko zliczyłam. Dlaczego więc nie chudnę?!
3. Dziś zgrzeszyłam w fast-foodzie, ale w ramach pokuty zrobiłam głodówkę przez resztę dnia. To nic, że zjadłam kebaba, który miał pewnie z 1000 kalorii, skoro potem nie dostarczyłam już żadnych. Przecież jest nawet dieta "1000" kalorii, także trochę ją po prostu zmodyfikowałam. Dlaczego więc tyję?!
4. Byłam dziś na fitnessie! Na pewno spaliłam z 1000 kalorii. Mogę więc sobie teraz pozwolić na jakiś smakołyk. Nawet jeśli dostarczy mi tyle kalorii, ile właśnie zrzuciłam to i tak wyjdę na zero. Nie zaszkodzi mi! Dlaczego przybieram na wadze?!
5. Zrobiłam dziś takie wyczerpujące cardio! Nie zjadłam po nim ani jednej kalorii! Dlaczego nie schudłam mimo takiego poświęcenia?!
6. Zawsze kupuję płatki fitness i mleko 0%! To moje ulubione śniadanie, jem je prawie codziennie! Dlaczego nie chudnę?!
7. Dla urozmaicenia zamiast wody robię sobie soki owocowe. Mają tyle witamin, a owoce trzeba jeść - przecież wszyscy tak mówią! Dlaczego jednak nie chudnę?!
8. Przez cały tydzień ćwiczyłam. Wypociłam pewnie z milion kalorii, a waga stoi! Pewnie inni już dawno by schudli... Co ze mną nie tak?
9. Codziennie łykam te najnowsze tabletki na odchudzanie, dlaczego więc nie wyglądam jak ta pani ze zdjęcia?! Może na mnie nie działają?
10. Jadłam dziś zimne posiłki i piłam zmrożone napoje. To przyspiesza metabolizm! Ale z moim jest chyba coś nie tak, bo nic nie schudłam. Czy jestem inna?


A teraz nasze ulubione wymówki, czyli wszystkie teksty, którymi usprawiedliwimy swój brak postępów w odchudzaniu!

Lista argumentów, dlaczego nie możemy schudnąć:
1. Mam niedoczynność tarczycy. Na pewno nie schudnę, nawet nie mam co próbować!
2. Urodziłam dziecko! Taka kolej rzeczy, ten brzuch już mi na pewno zostanie, więc po co się katować?
3. Mam takie geny! Moja mama też nie ma figury modelki, nic na to nie poradzę.
4. Nie mam czasu się odchudzać! Diety są dla ludzi, którzy mają za dużo wolnego czasu!
5. Mam inne wydatki, a zdrowa żywność jest bardzo droga. Nie stać mnie na diety!
6. Nie mam czasu na ćwiczenia. Jestem zbyt zmęczona po pracy, by jeszcze coś robić!
7. Nie mam czasu gotować, więc jem na mieście, a tam ciężko znaleźć dietetyczny posiłek.
8. Jestem już za stara na odchudzanie, nie mam takiej przemiany materii jak nastolatki!
9. Na mnie diety nie działają. Mam taki typ organizmu. I tak nie schudnę.
10. Nie pójdę na siłownię, bo na pewno urosną mi mięśnie! Wolę już nic nie robić.


Moja rada jest jedna - nie usprawiedliwiajmy się, bo jeśli jesteśmy zdrowymi ludźmi, to tylko i wyłącznie my sami odpowiadamy za to w jakim stanie jest nasze ciało!

czwartek, 15 maja 2014

Domowe gadżety Fitness

W dzisiejszym poście pokażę Wam kilka gadżetów, które mogą się przydać podczas domowych treningów. Uważam, że mogą być pomocne najbardziej dla tych osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z aktywnością fizyczną. 

Domowy steper
Taki steper to tylko namiastka tego, co daje nam trening na dobrej maszynie w siłowni, ale jest naprawdę pomocny dla osób ćwiczących w domu. Po pierwsze, nie zajmuje dużo miejsca, można go schować na przykład pod łóżkiem. Po drugie, jest stosunkowo tani, taka zwykła wersja urządzenia to koszt około 100 zł. W chwili obecnej są dostępne lepsze stepery, z możliwością bocznego ruchu marszu czy choćby gumami do pracy rąk. Mój należy do tych prostych, zakupiony był bowiem już kilka lat temu, ale jestem z niego zadowolona. Posiada wyświetlacz, na którym widzimy tempo marszu, czas oraz ilość spalanych kalorii. Używam go zazwyczaj na sam koniec treningu przez około 30 minut.


Kołyska do brzuszków
Przyrząd ten polecam wszystkim osobom, zaczynającym dopiero treningi w domu. Często zdarza się, że nieumiejętnie wykonywane brzuszki, powodują ból karku. Nie wszyscy bowiem od razu potrafimy prawidłowo wykonywać ćwiczenia na mięśnie brzucha, dlatego taka kołyska ułatwi nam sprawę. Jej kształt zapewnia optymalne ułożenie kręgosłupa, zapobiegając jego skrzywieniu i nadwyrężeniu, wspomnianych już mięśni karku. Dlatego polecam ją wszystkim osobom, które mają problemy podczas wykonywania tradycyjnych brzuszków, nadmiernie napinając mięśnie w odcinku szyjnym oraz lędźwiowo-krzyżowym kręgosłupa.


Hantle 2,5 kg
Myślę, że każdy z nas ma już świadomość, jak ważny jest trening siłowy. Samo cardio nie wyrzeźbi nam ciała, a treningi z obciążeniami wcale nie sprawią, że urośniemy od masy :) Warto więc ćwiczyć z ciężarkami, niekoniecznie bardzo ciężkimi. Moje ważą po 2,5 kg i ćwiczenia z nimi wplatam właściwie w każdy trening.


Obciążenia
Jeśli jesteśmy już na etapie, kiedy nie mamy trudności z wykonywaniem podstawowych ćwiczeń, warto podwyższyć poprzeczkę i na przykład dodać sobie na nogi bądź ręce specjalne obciążenia. Mają one funkcjonalne zapięcia, dzięki czemu każdy bez problemu dopasuje je do wybranych partii ciała. Ich głównym zadaniem jest wzmocnienie mięśni. 


Step
Step jest idealny do różnorodnych ćwiczeń zarówno fitness jaki i siłowych. Można z nim tworzyć naprawdę ciekawe treningi, wzmacniające właściwie każdą partię mięśni. Ćwiczenia aerobowe z jego użyciem, zwiększają ruchomość w stawach, poprawiają kondycję i koordynację. Dostępne są stepy z możliwością zmiany wysokości. Mój posiada dwa stopnie.



środa, 14 maja 2014

Moja historia z kawą...

W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat picia kawy. Uważam, że jestem dobrym przykładem, ponieważ przez wiele lat nie mogłam bez niej żyć. Uznawałam się za kawosza i nie schodziłam poniżej pięciu filiżanek dziennie. Pierwsze co robiłam po przebudzeniu, to nastawienie wody w czajniku na poranną kawę, bez której nie wyobrażałam sobie zacząć dzień! Co gorsze, piłam ją na czczo, niejednokrotnie dorabiałam sobie drugą filiżankę, albo nawet duży kubek! Wyznawałam również zasadę, że kawy się nie odmawia - znaczy to tyle, że jeśli ktoś mi ją gdzieś proponował to zawsze korzystałam. Tłumaczyłam sobie, że nie robię nic złego, ponieważ pije lekkie i mleczne kawy, przez które raczej serce mi nie stanie. W restauracji zamawiałam natomiast Latte, które uwielbiałam i traktowałam jak najlepszy deser. Swoją kawę przyrządzałam z mlekiem 2%, dlatego też nie miałam wyrzutów sumienia w związku z kaloriami, których przecież mogłam dostarczyć znacznie więcej, na przykład używając śmietanki. I tak usprawiedliwiając wszystko, doprowadziłam do stanu, który nazywałam uzależnieniem. Kiedy więc zaczęłam zmianę diety, starając się zadbać o każdy szczegół, nie było wątpliwości, że muszę ograniczać picie kawy. Nie brałam pod uwagę, by całkowicie ją wyeliminować, ale zdecydowanie zmniejszyć jej spożycie. Na początku planowałam, by "schodzić" z niej małymi krokami, to znaczy 5 filiżanek zamienić na 4, potem ewentualnie na 3. Największą rewolucję dokonałam jednak z samego rana, przestając pić ją na czczo! Zamieniłam ją na szklankę ciepłej wody z cytryną, a ponieważ zaraz potem zjadałam śniadanie, mój organizm wcale nie potrzebował kofeiny aż tak szybko, jakby się mogło wcześniej wydawać. Okazało się, że poranna kawa zastępowała mi śniadanie, które jadłam kiedyś nie wcześniej jak 2-3 godziny od przebudzenia. Skoro więc teraz piję wodę i jem sensowny posiłek, to nie mam potrzeby wlewać do żołądka wielkiego kubka kawy, którego nawet bym w siebie, na chwilę obecną nie wcisnęła! To doświadczenie pozwoliło mi przyjrzeć się swoim potrzebom w ciągu reszty dnia. Starałam się wyłapać momenty, kiedy miałam ochotę na kawę i notować sobie te godziny. Już po kilku dniach zrozumiałam skąd wcześniej ta wielka ochota na ten gorący napój! Po prostu kawa zastępowała mi posiłek! Dodatkowo jeśli pije się takie ilości wody, jak ja teraz, to naprawdę nie ma się ani ochoty ani miejsca, by wlewać w siebie jeszcze tyle kawy. Nie musiałam jakoś specjalnie odmawiać sobie tej przyjemności, bowiem mój organizm sam dawał mi do zrozumienia, że jej nie potrzebuje. Doszło nawet do sytuacji, że kawa przestała mi "wchodzić" - a to znak, że zaczęłam się oczyszczać i dobrze rozumieć sygnały, jakie daje mi własne ciało. Kiedyś mało i rzadko jadłam, więc zapychałam się wielką Latte, budując w sobie przekonanie, że to właśnie jej potrzebuję. Odkąd spożywam posiłki co 3 godziny i nie doprowadzam do uczucia głodu, przestałam mieć ochotę na kawę. Między posiłkami piję dużo czystej wody, która wypełnia mi żołądek. Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy jak wiele w życiu może zmienić dobre i mądre jedzenie. Jeśli dbacie o swoje posiłki i zwracacie uwagę na ich jakość, to dostarczacie sobie dużo lepszą dawkę energii niż jakaś tam kawa, czy co gorsze - energetyk. Nie znaczy to, że zrezygnowałam z niej w ogóle, jednak na chwilę obecną wypijam jedną filiżankę dziennie, mniej więcej godzinę po śniadaniu.


O kawie napisano już wiele, zarówno dobrych jak i złych rzeczy. Sporo diet wyklucza ją z menu, ale niektóre wręcz zalecają jej picie. Jestem przekonana, że jedna czy dwie filiżanki dziennie nikomu nie zaszkodzą. Ważne jednak, by pić prawdziwą kawę, najlepiej świeżo mieloną, a unikać tych proszkowych, zwłaszcza "2w1" czy nawet "3w1", gdzie w opakowaniu jest od razu sproszkowane mleko i cukier. To nie jest kawa, lecz napój, niezdrowy i na dodatek wysokokaloryczny.

Warto wiedzieć, że kawa:
-  polepsza pamięć krótkotrwałą i zdolności poznawcze,
- zmniejsza ryzyko zachorowania na marskość wątroby,
- ułatwia koncentrację i dobrze wpływa na trawienie,
- przyspiesza metabolizm, pomaga zapobiegać zmęczeniu mięśni,
- zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwór pęcherza,
- zmniejsza ryzyko zachorowania na chorobę Parkinsona,
- nawet do 50% zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę typu II,
- zmniejsza ryzyko zachorowania na raka jelita i wątroby,
- zwiększa efektywność środków przeciwbólowych,
- polepsza perystaltykę jelit,
- zmniejsza u mężczyzn możliwość wystąpienia kamicy nerkowej.

Nie trzeba więc z niej rezygnować. Nawet naukowcy potwierdzają, że jeśli nie przekracza się 500 mg kofeiny na dobę (to mniej więcej 4 filiżanki) to nie ma żadnych dowodów na jej negatywne działanie na zdrowie. Znacznie więcej udowodniono jej zalet niż wad. Pamiętajmy tylko o zdrowym rozsądku, bo jak mówił Paracelsus:

"Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną"

poniedziałek, 12 maja 2014

Największe błędy na diecie

Czy próbowaliście się kiedyś odchudzać na własną rękę? Jeśli tak, to ile razy? A może znacie kogoś, kto jest na "wiecznej diecie" i wciąż próbuje schudnąć? Wiele osób popełnia różne błędy, zupełnie nieświadomie, dlatego może warto przyjrzeć się swoim nawykom?

Na początek zapraszam Was do mojego wcześniejszego postu, który "otwiera oczy" w sprawie nieskutecznych diet:

Największe błędy na diecie, które nie pozwolą Ci schudnąć:

1. Omijamy posiłki:
Czy zdarzyło Wam się nic nie zjeść przez cały dzień? Byliście tak zapracowani, że nie znaleźliście czasu na obiad? Lub co gorsze, zaczęliście pracę bez śniadania? Nie wolno nam nie jeść! To najgorsze co możemy sobie zrobić. Nie dość, że należy jeść, to jeszcze wypada robić to regularnie, a na dodatek zwracać uwagę na wartości odżywcze naszych posiłków! Jeśli ktoś próbował odchudzać się metodą "przecież nic dziś nie jadłam" to chyba już wie, że nie tędy droga.

2. Za krótko śpimy:
Dla zdrowia bardzo ważny jest sen, zarówno jego długość oraz jakość. Badania wykazały, że w organizmach ludzi, którzy śpią krócej niż sześć godzin, rośnie stężenie greliny, hormonu wpływającego na apetyt, a zwłaszcza na produkty bogate w kalorie i węglowodany. Mniej snu zwiększa też poziom kortyzolu - hormonu stresu, co może prowadzić do przybierania na wadze. W nocy nasz organizm regeneruje się, odpoczywa i doładowuje na dzień następny. Spróbujmy więc kłaść się wcześniej, tak by przesypiać przynajmniej 8 godzin.

3. Nieumiejętnie ćwiczymy:
Pod pojęciem "źle", nie mam na myśli ćwiczeń w ogóle. Chodzi tutaj o to, iż przede wszystkim przeceniamy swoją aktywność. Wydaje nam się, że podczas godziny treningu spalamy jakieś 1000 kalorii, a to gruba przesada. Na intensywnych zajęciach fitness gubimy ok. 400 - 500 kcal. Teoretyczne wyliczenia wykazują, że aby zrzucić pół kilograma w ciągu tygodnia, należy codziennie spalić 500 dodatkowych kalorii. Warto także zdawać sobie sprawę z tego, iż musimy urozmaicać swoją aktywność fizyczną. Jeśli przykładowo zawsze wykonujemy jeden rodzaj treningu, to w pewnym momencie nasze ciało przyzwyczai się do takiego wysiłku i przestaniemy chudnąć.W klubach fitness wybierajcie więc różnorodne zajęcia!

4. Za mało jemy:
Odchudzając się często staramy się jeść jak najmniej. Odmawiamy sobie praktycznie wszystkiego, dlatego męczymy się z pustym żołądkiem i tym bardziej rośnie w nas zwątpienie, kiedy waga w ogóle nie spada. Jest to najgłupszy sposób na zrzucanie kilogramów, bo jeśli nawet zacznie działać, to pamiętajcie, że zgubicie nie tłuszcz, a wodę i mięśnie! Tkanka tłuszczowa natomiast może nawet wzrosnąć, albowiem będzie się magazynować, tak aby robić zapasy, by organizm mógł w miarę normalnie pracować.


5. Spożywamy ukryte kalorie:
Mówiąc o ukrytych kaloriach mam na myśli produkty, które na przykład nazywają się "FIT", a tak naprawdę zawierają mnóstwo cukru. Myślę tutaj także o ludziach, którzy jedząc coś, nie mają żadnego pojęcia ile kalorii sobie dostarczają. Większość z nich (nawet specjalistów!) nie docenia liczby kalorii, które zjada co dnia. Zapisywanie wszystkiego, co spożywamy, nawet napojów i pojedynczych przekąsek - pomaga zwiększyć samoświadomość. Róbmy to chociaż przez pierwszy miesiąc, tak aby później już wiedzieć ile mniej więcej kalorii znajduje się na naszym talerzu. Trzeba także uważać na posiłki zjadane poza domem, które bywają sporo większe, a co za tym idzie - z większym ładunkiem kalorii.

6. Omijamy węglowodany:
Wiele diet zakazuje spożywanie węglowodanów. Głównie dieta białkowa całkowicie wyklucza je z menu. Wiadomym jest, że przy redukcji wagi należy ograniczać spożywanie węglowodanów, ale nie wolno nam nie jeść ich wcale. Warto także rozróżniać posiłki, które dostarczają nam zdrowych i wartościowych węglowodanów od tych, które dodatkowo dołożą nam puste kalorie. Skutkiem zbyt głębokich restrykcji węglowodanowych może być nadmierne obniżenie poziomu leptyny i upośledzenie metabolizmu hormonów tarczycy, a niekiedy także spadek aktywności androgenów. Należy więc uważać, by ze spożyciem węglowodanów nie zejść zbyt nisko, bo efekty mogą być odwrotne niż oczekiwane. Pamiętajmy również o tym, iż wykluczając je z diety, obniżamy także spożycie błonnika!

7. Jemy za dużo przetworzonej żywności:
Wysoko przetworzona żywność ma na pierwszy rzut oka same zalety - jest tania, smaczna, wszędzie dostępna, a na dodatek prosta w przygotowaniu. Niestety tego typu produkty posiadają też wady, z których najistotniejsze to niska gęstość odżywcza (czyli mała zawartość nieenergetycznych składników pokarmowych w stosunku do dostarczonej dawki energii), a także obecność związków niepożądanych takich jak: konserwanty, barwniki czy rozmaite „wypełniacze”. W badaniach naukowych zaobserwowano także, że spożywanie żywności mocno przetworzonej technologicznie inaczej wpływa na tempo przemiany materii w przeciwieństwie do produktów nisko przetworzonych. W przypadku tych drugich zjawisko termogenezy poposiłkowej jest drastycznie wyższe. Tego typu zależności zaobserwowano porównując fizjologiczną odpowiedź organizmu na spożycie białego i razowego pieczywa.

8. Pijemy za mało wody:
Picie wody to kluczowa zasada zdrowego trybu życia. Na pewno każdy z nas ją popija, problem tylko w tym, że są to niewystarczające ilości. Jedna czy dwie szklanki w ciągu dnia to wciąż za mało. W ilość wypitych płynów nie wliczajmy herbaty czy kawy. Tylko czysta woda może odpowiednio nawilżyć nasz organizm. 1,5 litra dziennie to absolutne minimum - pamiętajmy!

9. Podjadamy między posiłkami:
To, że jesteśmy głodni między śniadaniem, a obiadem nie jest czymś nadzwyczajnym. Przekąski są więc wskazane, tak aby jeść coś mniej więcej co 3 godziny. Problem polega na tym, że często dokonujemy złych wyborów. Potrafimy zjeść coś, naszym zdaniem lekkiego, nie najadając się przy tym, ale dostarczając sobie mnóstwo pustych kalorii. Bo na przykład czy kawa latte jest sycąca? Nie, dlatego do niej chętnie dokładamy jakąś drożdżówkę, co daje nam mniej więcej tyle kalorii, które powinien dostarczyć obiad. 


10. Jemy przed snem:
Tutaj problem jest podwójny. Po pierwsze jemy za późno, po drugie za dużo. Nie twierdzę oczywiście, że wypada jeść do godziny 18, bo jest to mit już dawno obalony. Chodzi o zasadę jedzenia kolacji na około 3 godziny przed snem. Ważne jest jednak co jemy. To nasz ostatni posiłek przed spaniem, dlatego nie powinniśmy obciążać żołądka. Nasz organizm ma bowiem w nocy odpoczywać, a nie ciągle trawić jedzenie. Stąd niejednokrotnie problem braku apetytu z rana. Skoro najedliśmy się na noc, to normalne jest, że nie mamy ochoty na śniadanie zaraz po przebudzeniu. W ten sposób tworzy się błędne koło. Jedzmy więc lekkie i łatwostrawne kolacje o odpowiedniej porze!

niedziela, 11 maja 2014

Metabolizm: Fakty i Mity

Zdarza Wam się zwalać winę za swoją sylwetkę na własny metabolizm? Słyszeliście jak ktoś żalił się, że ma wolną przemianę materii? Ale czy tak naprawdę wiemy czym jest metabolizm? I czy możemy sami ocenić jaką mamy przemianę?


Metabolizm to ogólna nazwa obejmująca wszystkie procesy chemiczne zachodzące w organizmie, mające na celu utrzymanie życia - pozwalające nam oddychać, pompować krew, pozyskiwać energię z pożywienia, a także utrzymując wszystkie funkcje mózgu. Kiedy mówimy o szybkości przemiany materii, mówiąc dokładniej - podstawowej lub spoczynkowej  - mamy na myśli ilość kalorii, jaką nasz organizm zużywa każdego dnia w stanie spoczynku, aby utrzymać funkcje życiowe organów. Mówiłam Wam o tym już kilka razy, ponieważ dostarczanie sobie konkretnej i indywidualnej dawki kalorii jest jedną z kluczowych zasad utrzymania odpowiedniej wagi ciała.

Ilość kalorii spalanych każdego dnia jest bezpośrednio związana ze składem ciała. Twoje ciało składa się z tkanki tłuszczowej (Fat Body Mass = FBM) i beztłuszczowej masy ciała (Lean Body Mass = LBM), w skład której wchodzą kości, płyny, tkanki i mięśnie. Wielkość beztłuszczowej masy ciała określa szybkość przemiany materii, gdyż każdy kilogram masy beztłuszczowej spala ok. 28 kalorii w ciągu dnia.

Jeśli ważysz 75 kg, a 25 kg to tkanka tłuszczowa, 50 kg natomiast jest masą beztłuszczową, to spaliłabyś około 1400 kalorii - nie wliczając treningów ani żadnej aktywności fizycznej. Jeśli nie masz zbyt wiele ruchu, to nie oszukując się, w ciągu dnia dużo więcej nie spalisz. Jeśli natomiast ważysz 75 kg, ale 12,5 kg to tkanka tłuszczowa, a 62,5 kg jest masą beztłuszczową, to będziesz spalać 1750 kalorii dziennie w spoczynku. Gdy do tego regularnie ćwiczysz, spalając kilkaset dodatkowych kalorii, to Twoja całkowita szybkość przemiany materii może osiągać nawet 2000 kalorii!

Ponieważ beztłuszczową masę ciała buduje między innymi tkanka mięśniowa, jedną z najlepszych rzeczy, jaką można zrobić by podwyższyć własny metabolizm jest trening siłowy! Zwiększa on masę mięśniową, a zasada jest prosta - im więcej mięśni tym wyższy metabolizm. Jeśli zyskasz do 5 kg czystej masy ciała to będziesz mogła doliczyć sobie dodatkowe 140 kalorii w ciągu dnia. Ważne jest w tym przypadku, żeby zdać sobie sprawę jak istotne jest mądre odchudzanie. Jeśli zależy nam na zrzuceniu kilogramów i nie przykładamy wagi do sposobu, w jaki osiągniemy swój cel, to raczej na 100% zrzucimy także mięśnie, przez co obniżymy swój metabolizm!


MIT: WRAZ Z WIEKIEM METABOLIZM ULEGA SPOWOLNIENIU
Fakt: Ludzie mają tendencje do tycia w miarę postępu wieku, ale nie jest to nieuchronne. Wynika to głównie z faktu, iż tracimy motywację, uprawiamy mniej sportu – a to oznacza mniej spalanych kalorii w ciągu dnia. Kiedy spada poziom aktywności i intensywność ćwiczeń, może pojawić się problem spadku masy mięśniowej. To z kolei prowadzi do zmniejszenia przedziału beztłuszczowego i prowadzi do obniżonej szybkości przemiany materii. Ćwiczenia cardio, które spalają kalorie i trening wytrzymałościowy, który pomaga zachować lub odbudować tkankę mięśniową, to świetne metody na opanowanie przybierania na wadze spowodowanego wiekiem. 

MIT: MASZ TAKI METABOLIZM, JAKI MASZ I NIE MOŻESZ GO ZMIENIĆ
Fakt:  Wszyscy znamy takie osoby, które „jedzą, co chcą i nigdy nie tyją” lub takie, które „tylko co spojrzą na jedzenie i już mają 5 kg na plusie”. Jednakże styl życia odgrywa niezwykle istotną rolę w określaniu ilości spalanych kalorii. Podczas gdy może się wydawać, że są osoby, które stale jedzą i nigdy nie przybierają na wadze, to istnieje przecież prawdopodobieństwo, iż dokonują zdrowych, względnie niskokalorycznych wyborów w sposób całkowicie naturalny. Wiele z tych osób spala więcej kalorii w ramach NEAT (Non Exercise Activity Thermogenesis) [Termogeneza niezwiązana z ćwiczeniami] - po prostu dużo się ruszają w ciągu dnia, nawet nieświadomie. Na przykład wszędzie chodzą pieszo, często wstają od biurka, rozprostowując nogi, chodzą po schodach. Następnym razem gdy będziesz w miejscu publicznym - powiedzmy w kawiarni - postaraj się poobserwować innych. Zauważysz, że osoby tęższe siedzą bardzo spokojnie i prawie się nie ruszają. Osoby szczuplejsze używają więcej mowy ciała, gestykulują lub chociażby machają nogą. Najważniejsze to zbudować mięśnie, a potem je bardziej wykorzystywać w ciągu dnia!

MIT: JEDZENIE GREJPFRUTA Z POSIŁKIEM PRZYSPIESZY METABOLIZM
Fakt:  Nie ma nic wyjątkowego w grejpfrucie, co przyśpieszyłoby Twój metabolizm. Czasem zaleca się spożycie połowy grejpfruta przy każdym posiłku, ale bynajmniej nie dlatego, że zawiera on jakąś magiczną substancję pozwalającą schudnąć. To po prostu niskokaloryczny produkt, wypełniający żołądek i zabierający miejsce produktom wysokokalorycznym, które mogłyby się tam znaleźć. Może pomóc schudnąć, ale nie ma wpływu na metabolizm!

MIT: JEŚLI OGRANICZĘ KALORIE, SZYBKOŚĆ PRZEMIANY MATERII ULEGNIE SPOWOLNIENIU, WIĘC PO CO TO ROBIĆ?!
Fakt: Prawdą jest, że Twój metabolizm może ulec spowolnieniu, jeżeli ograniczysz kalorie. To naturalna reakcja organizmu, który będzie się starał je zachować. Jednak spadek ten jest raczej niewielki, a jeśli dołożysz do tego aktywność fizyczną to naprawdę nie masz powodu do obaw.

czwartek, 8 maja 2014

Szybkie śniadanie

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - często to słyszycie? Moim zdaniem, jest równie ważny jak każdy inny, jednakże jego fenomen polega na tym, że jest pierwszy w ciągu dnia, tak więc ma sporo zadań do wykonania. Przede wszystkim rozkręca nasz organizm po nocy, dlatego tak ważne jest, żeby nie zwlekać z tym posiłkiem zbyt długo po przebudzeniu. W związku z tym pamiętajmy, że każdy kto szanuje swoje zdrowie nie może wyjść z domu bez śniadania. To taka złota zasada dla wszystkich, nie tylko tych dbających o swoją sylwetkę. Jeśli prowadzimy intensywny tryb życia i wcześnie wychodzimy do pracy to o śniadaniu pomyślmy już dzień wcześniej, żeby o poranku nie okazało się, że nie mamy co zjeść.

Jeśli ktoś zastanawia się dlaczego tak naprawdę należy zawsze jeść śniadania odsyłam do postu:

Dziś pokażę Wam jedno z łatwiejszych w wykonaniu śniadań. Potrzebne nam będą:
2 jajka (u mnie oczywiście ekologiczne)
1 papryka
sól
przyprawa z suszonych pomidorów i czosnku
szynka z indyka
ogórek

Tak naprawdę kluczowa jest tutaj papryka i jajko. Cała reszta to kwestia upodobań, bo można przygotowywać takie śniadanie niemal na sto sposobów. Jest to o tyle wygodne, że wystarczy wieczorem zakupić małą paprykę i kilka jajek, by rano wyczarować naprawdę smaczny i pożywny posiłek. Do przyprawienia można użyć ostrej papryki, szczypiorku czy choćby zwykłego pieprzu. W moim zestawieniu pojawia się też posiekana szynka, nie tylko dla smaku, ale także dla dodania kaloryczności, ponieważ nie dorzucam do tego żadnego pieczywa, a jednak śniadanie nie może być zbyt dietetyczne. Ogórek jest to kwestia moich upodobań, mogą być całkiem odmienne warzywa w dowolnej ilości.


Patelnię delikatnie wysmarowałam masłem, ale wiadomo, że sposobów smażenia jest sporo. Ułożyłam na niej dwie obrączki z papryki, które nie powinny być pokrojone zbyt cienko, więc zakłada się, że musi być przynajmniej 1 cm szerokości. Następnie wbiłam do każdej z nich po jednym jajku. Ja zrobiłam to od razu, ale jeśli boicie się, że Wam coś poprzecieka to możecie zrobić to najpierw do szklaneczki, a dopiero potem przelać na patelnię. I to w sumie cała filozofia! Teraz wystarczy poczekać do ścięcia białka, a na końcu dodać przyprawy. Ja lubię gdy żółtko jest jeszcze delikatnie płynne, ale długość smażenia jest kwestią indywidualną. Dla przyspieszenia tego procesu, można przykryć patelnię pokrywką. Papryczki bez problemu przekłada się na talerz, aczkolwiek zalecam ostrożność. Na końcu dokładamy wszystko na co mamy jeszcze ochotę i śniadanie gotowe!


W czasie gdy nasze jajka smażą się, możemy spokojnie wykonać makijaż i przygotować się do pracy. Takie śniadanie to zaledwie kilka minut naszej pracy w kuchni przy minimalnej ilości zużytych składników.

SMACZNEGO!

środa, 7 maja 2014

Czytamy etykiety 3

Dziś kolejna porcja produktów, którym szczegółowo się przyjrzałam. Są to zwykle rzeczy przypadkowe, które "wpadają" mi do ręki, bez podziału na te zdrowe i niezdrowe, albowiem tak jak już wcześniej pisałam - należy znać składy wszystkich znanych marek, tak aby świadomie dokonywać w sklepie wyborów.

Bluedino - Gouda, ser pełnotłusty:
To jeden z bardziej znanych serów w opakowaniu, dostępnych w Lidlu. Opakowanie ma standardowo 250 g, a w 100 g sera znajduje się 334 kcal, 25 g białka, 0,1 g węglowodanów oraz 26 g tłuszczu.


Składniki:
mleko pasteryzowane
podpuszczka kultury bakterii
sól spożywcza
barwnik: annato
substancja konserwująca: azotan potasu
stabilizator: chlorek wapnia

Po pierwsze podkreślę fakt, iż mamy do czynienia z serem pełnotłustym, więc ilość tłuszczu jest tutaj uzasadniona. 
Azotan potasu jest to E250 czyli konserwant, dzięki któremu mamy taką długą datę ważności. Znajdziemy go praktycznie w każdej przetworzonej wędlinie. Jest on jednak bardzo niebezpieczny, zwłaszcza dla dzieci. Mówi się nawet o jego rakotwórczym działaniu!
Chlorek wapnia to E509, działa głównie jako regulator kwasowości. Przy zbyt częstym stosowaniu można mieć spore problemy żołądkowe, odnotowano nawet zaburzenia rytmu serca!

Sokołów - Parówki z szynki:
Opakowanie zawiera 6 parówek o łącznej masie 220 g. W 100 g produktu znajduje się 285 kcal oraz 13 g białka, 2 g węglowodanów i 25 g tłuszczu.


Składniki:
mięso wieprzowe z szynki (93%)
sól
białko sojowe
aromaty
przyprawy i ich ekstrakty
hydrolizat białka kukurydzianego
ekstrakt drożdżowy
skrobia ziemniaczana
regulatory kwasowości: cytrynian sodu, octan sodu
glukoza
przeciwutleniacz: izoaskorbinian sodu
substancja konserwująca: azotan sodu

Parówki to temat na osobny post. Dziś wybrałam dla Was te lepsze, mające 93% mięsa. 
Cytrynian sodu to E331 i działa jako konserwant i wzmacniacz smaku. Natomiast octan sodu to E262 i nie stwierdzono u niego złego działania na zdrowie.
Izoaskorbinian sodu to E316 i jest przeciwutleniaczem. Nie stwierdzono żadnych skutków ubocznych po jego spożyciu.
Konserwant azotan sodu odpowiada także za smak i barwę naszych parówek. Dodawanie do żywności azotynów może prowadzić do powstawania niewielkich ilości silnie rakotwórczych nitrozoamin. W związku z tym firmy produkujące żywność dodają do swych wyrobów kwas askorbinowy lub kwas izoaskorbinowy, by zahamować powstawanie tych szkodliwych związków, co w znacznym stopniu redukuje ten problem. Nie zmienia to jednak faktu, że należy ograniczyć jego spożywanie.

Pepsi:
Puszka tego popularnego napoju to 330 ml, co daje nam 133 kalorie. W 100 ml pepsi znajdziemy 10,68 g węglowodanów w tym cukrów.


Składniki:
woda
cukier
dwutlenek węgla
barwnik: karmel E150d
regulator kwasowości: kwas fosforowy
aromaty: w tym kofeina

Pepsi to napój przede wszystkim powodujący tycie. Zawiera bowiem mnóstwo cukru, prawie 8 kostek w jednej puszcze! 
E150 - karmel - czyli częściowo zwęglony cukier jest również podejrzaną substancją. 
Kwas fosforowy  to E338, który powoduje demineralizację kości! Osłabia także zęby i powoduje problemy z trawieniem.

Soft Cakes - Biszkopty z galaretką morelową:
Ciasteczka podobne do Delicji, popularne w Lidlu to opakowanie 150 g. W 100 g znajdziemy 373 kalorie, 4 g białka, 70 g węglowodanów i 8 g tłuszczu.


Składniki:
Galaretka (48%):
cukier
woda
syrop glukozowy
zagęszczony sok morelowy (1,5%)
substancja żelująca: pektyna
regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, cytrynian trisodowy
aromat
Biszkopt (37%):
mąka pszenna
cukier
jaja
woda
skrobia ziemniaczana
glukoza
syrop glukozowo-fruktozowy
emulgatory: E471, E475
olej roślinny rzepakowy
substancje spulchniające: E500, E450
aromat
sól
barwnik: beta - karoten
Czekolada (15%):
cukier
miazga kakowa
tłuszcz kakaowy
emulgatory: lecytyna sojowa, E476
aromat: wanilina.

Jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju ciastka sklepowe, postanowiłam dodawać ich jak najwięcej, bowiem mają naprawdę fascynujące składy. Nawet jeśli ich nie jemy, to często kupujemy takie słodycze dzieciom, więc przynajmniej miejmy świadomość czym są karmione.
Pektyny w substancji żelującej to mieszanina węglowodanów naturalnie występująca w roślinach i nie mają żadnego złego wpływu na nasze zdrowie. W przeciwieństwie do kwasu cytrynowego! Cytrynian trisodowy natomiast to E331 i jest dodatkiem smakowym o niezbadanym wpływie na nasz organizm. 
Syrop glukozowo-fruktozowy jest substancją słodzącą, to po prostu wodny roztwór cukrów prostych. Powoduje tycie, chroniczną otyłość, cukrzycę typu 2, a co najgorsze - zawsze potęguje apetyt.
E471 to środek ułatwiający uzyskanie odpowiedniej konsystencji, na szczęście nie jest niebezpieczny.
E475 metabolizowane jest w organizmie jak normalny tłuszcz, dlatego również nie ma efektów ubocznych po jego spożywaniu.
E500 to substancja spulchniająca, stosowana także jako regulator kwasowości. 
E450 to difosforany, znajdujące się głównie w serach topionych, powodujące niestety problemy z trawieniem.
Lecytyna sojowa natomiast to E322, naturalny emulgator.
E476 jest organicznym związkiem chemicznym stosowanym przede wszystkim w czekoladach, który może odkładać się w wątrobie i nerkach! Należy ograniczyć spożywanie produktów z tym składnikiem.
Wanilina może powodować podrażnienia skóry, alergie i uczulenia, zmiany pigmentacji a nawet kontaktowe zapalenie skóry. Znajduje się w rejestrze NIH niebezpiecznych związków chemicznych!

Schulstand - Fitness Style ze słonecznikiem:
Chleb żytni pasteryzowany ze słonecznikiem to opakowanie 390 g, a w 100 g produktu znajduje się: 236 kalorii oraz 7,9 g tłuszczu, 29,1 g węglowodanów, 9,4 g błonnika, 7,3 g białka i 1,4 g soli. 


Składniki:
naturalny zakwas (woda, mąka żytnia) 33%
mąka żytnia razowa 18%
ziarno żyta 16%
woda
siemię lniane
ziarno słonecznika 7%
sól
drożdże
ocet
ekstrakt słodowy jęczmienno-pszenny ciemny
ekstrakt słodowy jęczmienny jasny
błonnik ziemniaczany
regulator kwasowości: kwas cytrynowy

Chlebek zawiera gluten i niestety wcale nie jest taki "Fitness". 
Kwas cytrynowy czyli E330 jest bardzo niebezpieczny. Pisałam już o nim wiele razy, dlatego tylko podkreślę, iż są to odpady poprodukcyjne cukru, które mają działanie rakotwórcze! Możecie znaleźć informacje, że jest to konserwant raczej bezpieczny, a wszystkie złe opinie na jego temat są błędne. Ja jednak jestem zdania, że trzeba z nim bardzo uważać, a najlepiej unikać. Zwłaszcza jeśli jest w składzie chleba z napisem "Na Zdrowie!".